29K views, 460 likes, 60 loves, 29 comments, 470 shares, Facebook Watch Videos from GlosGminny.pl: Historyczne przemyślenia dziada Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu. Word-for-word translation: A beggar talked to a picture, but picture answered nothing; English equivalent: Like talking to the wall; Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Word-for-word translation: Where the Devil can't go, he'll send a woman; Meaning: Women often cause trouble. RT @AgawaAga: Dzisiaj 19. rocznica przystąpienia Polski do #UE🇵🇱🇪🇺 Przypomnijmy, co o Unii mówił Andrzej #Duda‼️ #DudaNieJestMoimPrezydentem „Baju baju dla frajerów” i „Wyimaginowana wspólnota” 01 May 2023 07:05:18 @poprawnym2 @prezydentpl @AndrzejDuda Mówił dziad do obrazu.. Jakoś tak się to zaczynało.樂. 10 Dec 2021 Modewort j.niemiecki - Deutsch als Fremdsprache. Łączy nas pasja - rozwój. Język niemiecki nauczysz się ze mną bezpłatnie zdania do tłumaczenia słownictwo praktyczny potoczny idiomy egzamin Deutsch Fremdsprache Hammer. Hi! Please let us know how we can help. More. Home. About. Photos. Events. Dziad do Obrazu. Albums. See All Szef MS na zakończenie obrad odnosząc się do wcześniejszych pytań, które padły podczas dyskusji, zwrócił się do opozycji: „ Mówił dziad do obrazu, a obraz ani razu. Fakty kompletnie was nie interesują, nie słuchacie ” – oświadczył. Uky6P3. Prawdziwy sędzia, zanim wyda werdykt, musi wysłuchać i ZROZUMIEĆ obie strony konfliktu. Media i prasa nie. Te nie tylko nie zrozumieją, ale wręcz przekręcą znaczenie słów, tak by dopasować je najlepiej do swoich potrzeb. Mówię o skandalu jaki wybuchł po opublikowaniu przez Janusza Korwin-Mikkego na Nowym Ekranie wpisu na temat paraolimpiad. Z tym zastrzeżeniem, że skandalem jest tu nie to, co powiedział JKM według mediów, ale to, jak media próbują wmówić nam co powiedział. Nie chcę tu próbować bronić Mikkego, bo, po pierwsze on mojej obrony nie potrzebuje, a po drugie, jeśli ktoś ma problem ze zrozumieniem sensu oryginalnego wpisu, to moje tłumaczenie też nic nie da. Parafrazując znane powiedzenie - "antykorwinistą" jest ten, który zna wypowiedzi Korwina, "korwinistą" jest ten, który je rozumie. Wypowiedzi JKM bardzo często przypominają mi słowa kabaretu "Sześćdziesiątka": "Nie było rymu, ale prawda była". Nie wszyscy lubią jej słuchać, ale jeśli ta prawda nie chce się rymować, to już wolę prawdę bez rymu, niż kłamliwe sonety. A jeśli ktoś większą wagę przywiązuje do formy, niż do treści i woli mówców, którzy pięknymi słowami kłamią i manipulują, niż ludzi, którzy w nieprzyjemny sposób mówią prawdę, to zapewne uwierzy w tej kwestii mediom, które wokół tego zbudowały cały ten "temat". A sposób, w jaki ten "temat" został przedstawiony zachwycił mnie (sznurek pierwszy, sznurek drugi). Zachwycił mnie tym, jak pięknie pokazuje sposób działania mediów dzisiaj. Ja już nie mówię o tym, że prowadzący nie tylko są stronniczy, ale wręcz oceniają słowa, które dla potrzeb telewizji okrojono z treści, pozostawiając tylko tę prozaiczną formę. Proszę zwrócić uwagę, że debata, tocząca się w studio jest całkowicie jednostronna. Wszystkie wypowiadające się osoby to te, które są przeciwne, albo, co bardziej prawdopodobne, te co nie zrozumiały sensu wypowiedzi, będącej tematem debaty. W studio nie ma drugiej strony dyskusji. Jest to oczywiście pogwałcenie zasad prowadzenia debaty, ale dla mnie jest to też kolejna, wiele mówiąca informacja. Gdybym ja chciał wykazać, że ktoś jest głupcem i gada idiotyzmy, to jego zaprosiłbym w pierwszej kolejności! Ludzie wszyscy zobaczą, jakie kretynizmy wygaduje i żaden komentarz nie będzie potrzebny. Niestety ta technika oczywiście nie zadziała, w sytuacji, kiedy ja chcę, by moja publiczność uwierzyła, że ten "głupiec" mówi coś, czego w rzeczywistości nie mówi. W tej sytuacji oczywiście lepiej sprawdza się zasada "nieobecni nie mają głosu". To bardzo ułatwia dyskusję. Gdyby ktoś zaprosił Janusza Korwin-Mikkego do telewizji, to znając go odwołałby wszystkie swoje plany, by tam być, bo uwielbia takie dyskusje, a i obecność w telewizji jest mu bardzo na rękę. Dlaczego tego nikt nie zrobił? Najlepsze zostawiono na deser. I to w obu programach. Oboje prowadzący na zakończenie zapytali swoich gości, co powiedzieliby nieobecnemu Korwinowi-Mikke gdyby stanęli z nim twarzą w twarz. Do licha, przecież wystarczyłby jeden telefon i on by tam stał! I można byłoby mu to wszystko powiedzieć prosto w twarz i co najważniejsze, on też miałby szansę na odpowiedź. I właśnie dlatego nie został zaproszony. Piękne przedstawienie. Właściwie po co JKM w studio, skoro wszyscy najlepiej wiedzą, co on myśli, co mu powiedzieć i co on by na to odpowiedział. Rozmawiali z nim bez jego udziału. Tylko nie powiedziano jednej ważnej rzeczy. Ten ich wyimaginowany rozmówca nie ma nic wspólnego z prawdziwym człowiekiem, o którym debatują. A jeśli ktoś czuje się obrażony słowami Mikkego, to zawsze może wystosować pozew sądowy. Tylko że nikt tego nie uczyni, bo jak powiedział jeden z gości programu - wypowiedź JKM jest skonstruowana w taki sposób, że nie ma go o co oskarżyć. I to właśnie dowodzi, że tekst Mikkego nikogo nie obraża. Gdyby obraził, to nie byłoby problemu ze sformułowaniem oskarżenia. Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu. Profan mówił do sacrum, a sacrum go zlekceważyło ? A może to profan nie odpowiedział na „gadanie” sacrum ? Dziad, a któż to taki? Stary człowiek, biedny człowiek a może prosty człowiek ? Żaden z nich nie jest dla mnie profanem. A obraz; cóż to za świętość? Ktoś na wysokim stanowisku, bogaty, sławny? Bycie bogatym i sławnym nie jest grzechem ale niczego nie gwarantuje. Autorytety; ich brak we współczesnym świecie to brak sacrum, nie ma świętości. Jak to przedstawić, jak uświadomić sobie i innym jego konieczność, a może autorytet jest niepotrzebny? Współczesność nie ma autorytetów? Przecież są gwiazdy muzyki, kina, sportu; niektóre nawet tańczą, czy to są aktualne autorytety? Na ile te autorytety pozostaną autorytetami za lat kilka; kilkaset? Nie wiem, ale wiem na pewno, że następuje poplątanie pojęć. Nowe i lepsze, stare i złe, tolerancja i akceptacja, prostota i prostactwo itp. to dla wielu pojęcia tożsame. Umiejętność czytania ze zrozumieniem dla wielu współczesnych ludzi stanowi nie lada problem. Dotyczy to ludzi zarówno młodych i starych, kobiet i mężczyzn, dzieci i dorosłych, brunetów i blondynów, niskich i wysokich. Bluzganie i obrażanie innych jest na porządku dziennym. Wielokrotnie jestem świadkiem jak „złodziej” krzyczy łapać „złodzieja”, a publika klaszcze, kibole wrzeszczą i gwiżdżą. Jak przedstawić te problemy? Słowem nie potrafię. Słowo często jest jednoznaczne tam gdzie chciałbym wieloznaczności i wieloznaczne tam gdzie potrzebuję jednoznaczności. Gonitwa pytań, gonitwa odpowiedzi. Pisać, mówić i czytać, na to potrzeba czasu, który biegnie jak na razie tylko w jedna stronę. Słowo pisane i mówione wymaga konkretów, a nie zawsze konkret jest potrzebny, skróty myślowe często prowadzą do nieporozumień. Słów jest ograniczona ilość, słowa zmieniają znaczenie. Wypowiadać się w pełni słowami wbrew pozorom jest niezwykle trudno, ja tego nie potrafię w sposób w pełni zadawalający. Mówienie obrazem dla mnie wydaje się prostsze, łatwiej obrazem dotrzeć do odbiorcy, oczywiście jest to pogląd indywidualny. Żyjemy w konkretnym miejscu w konkretnym czasie, odbieramy świat swoimi zmysłami. Przede wszystkim widzimy. Świat jest wielkim obrazem. Obrazem można powiedzieć wszystko. Powiedzieć? Chyba pokazać !! Obraz składa się z nieskończonej ilości znaków, wieloznacznych i jednoznacznych o znaczeniu zmiennym i stałym. Sacrum, to świętość, autorytet, coś nadzwyczajnego, ale to również ciężka praca zarówno umysłowa jak i fizyczna. Sacrum to modlitwa, ale też i zabawa. Całe życie człowieka, jako dane poprzez rodziców od Boga to SACRUM, to wielka tajemnica, której człowiek nie jest do obecnej chwili w stanie rozwiązać. Mijamy w pędzie życia widome znaki naszego Sacrum. Niejednokrotnie przechodzimy obok obojętnie, a w obliczu spraw ostatecznych staramy się przymykać oczy udając, że nie widzimy. To jest zbyt szokujące mówimy patrząc się na te lub inne zdjęcie. To wszystko co widzimy na tych zdjęciach miało miejsce, może nie zawsze dosłownie, ale na pewno przedstawia naszą rzeczywistość. PROFAN, któż to taki. Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć słowami, po prostu nie potrafię dać zadawalającej mnie odpowiedzi. Na pewno będzie to człowiek zarozumiały i chciwy. Leń, który siedzi na tapczanie, a w dodatku jest zazdrosny. No tak, chwilę pomyślimy i dojdziemy do siedmiu grzechów głównych. Tylko tyle? Nie, każdy grzech to profanum. Odbiegłem od dotychczasowego, słownikowego pojęcia profanum, które oznacza świeckość, w przeciwieństwie do sacrum które oznacza strefę świętą. Potocznie profanem określa się bowiem kogoś gorszego, nie znającego się „na rzeczy”. Upraszczając sacrum to coś dobrego, profanum to coś złego, albo gorszego. A co to jest złe, gorsze a co to dobre i lepsze? Odpowiedź jest prosta i oczywista, ale ... Pospólstwo i gawiedź uważa, że: nowe jest lepsze od starego; człowiek współczesny jest mądrzejszy od przodków; mieszkaniec dużego miasta jest lepszy od mieszkańca małego miasta, o wsi już nie wspominając, tam żyją prostacy; człowiek po studiach jest lepszy od człowieka z średnim wykształceniem; prostota i prostactwo to pojęcia tożsame; biedny jest gorszy od bogatego; mały jest gorszy od wysokiego; zdrowy jest lepszy od chorego; prosty człowiek jest gorszy od człowieka na stanowisku, o łysych nie wspomnę. itd. itp.. ... 1 dzia|d Ⅰm 1. (N pl dziadowie) książk., przest. (dziadek) grandfather pl (N pl dziadowie) książk. (przodek) forefather zw. pl, forebears plt 3. (N pl dziady) pejor. (starzec) gaffer GB pot.; old coot pot., pejor. 4. (N pl dziady) pejor. (biedak) beggar, pauper; (żebrak) beggar; panhandler US pot., pejor. 5. (N pl dziady) pejor., obraźl. (mężczyzna) creep pot., pejor., jerk pot., pejor Ⅱ dziady Hist. a pagan festival in honour of ancestral spirits - dziad swoje, baba swoje przysł. everyone talks but no one listens przysł. The New English-Polish, Polish-English Kościuszko foundation dictionary > dzia|d См. также в других словарях: obraz — m IV, D. u, Ms. obrazzie; lm M. y 1. «dzieło plastyczne wykonane na jakiejś płaszczyźnie za pomocą farb, kredek, ołówka itp., wizerunek kogoś lub czegoś na płótnie, papierze, desce itp., zwykle oprawiany w ramy, zawieszany na ścianie» Obraz… … Słownik języka polskiego W odróżnieniu od moich kolegów po klawiaturze nie cieszyłem się z wyboru Bronisława Wildsteina na prezesa TVP. Powiem więcej: pomyślałem sobie, że to koniec Bronka jako publicysty. Na szczęście nasz wielki kolega wyszedł z opresji obronną ręką, bo udawał pierwszą naiwną i w porę został zwolniony. Bronek poleciał i tzw. „niezależni publicyści” leją krokodyle łzy nad decyzją premiera. A przecież nie od dziś wiadomo, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Nie po to Jarosław Kaczyński namaścił Bronka na prezesa telewizji publicznej, żeby ten udawał pierwszą naiwną. Bronek miał wykonać zadanie: dać głos politykom, ustalić właściwe parytety, powstrzymać dziennikarzy od zadawania kłopotliwych pytań i – w konsekwencji – przyczynić się do poprawy notowań koalicji rządzącej. A że zamiast wziąć się do roboty, opowiadał bajki o wolnych mediach i – co gorsza – próbował je wcielać w życie, więc został odwołany. Scenariusz stary jak dzieje realpolitik. Można mieć pewność, że w analogicznej sytuacji tak samo jak Kaczyński zachowałby się przywódca każdego rządu na świecie. Oczywiście, gdyby miał równie silny wpływ na radę nadzorczą telewizji. Na łamach „Dziennika” Michał Karnowski pisze o premierze: „Myślałem, że facet, który widzi obrzydliwość upartyjnionych przez postkomunistów mediów i ma odwagę od lat o tym mówić, będzie choć trochę inny od poprzednich premierów”. A ja myślałem, że już nikt nie ma złudzeń co do horyzontów ludzi sprawujących władzę. Właśnie: horyzontów, a nie dobrej czy złej woli. Sęk w tym, że dzisiejsi politycy nie są w stanie kierować się ideałem wolności mediów, bo w ogóle nie rejestrują tego poziomu. Jeśli mówią o obrzydliwym upartyjnieniu telewizji, chodzi im o to, że rządzą nią przeciwnicy polityczni, a nie oni sami. Ktoś, kto zajmuje się grą polityczną, zawsze będzie potrzebował mediów i innych instytucji kultury do zabezpieczenia partyjnych czy koalicyjnych interesów. Cel tej gry, rzecz jasna, nie musi być zły. Może nim być np. zapewnienie państwu mocnej pozycji w Europie, oczyszczenie go z postkomunizmu czy realne ograniczenie przestępczości. Nie zmienia to faktu, że dla polityków media były, są i będą potencjalnym narzędziem, a nie wartością samą w sobie. Można naturalnie próbować tłumaczyć premierowi, że w dłuższej perspektywie taka strategia się nie opłaci i że lepiej byłoby pozwolić mediom tworzyć wiarygodny obraz kultury, żeby doraźna polityka znajdowała zakorzenienie w czymś głębszym niż wodzowska wizja. Zdroworozsądkowe w gruncie rzeczy pomysły PiS mogłyby znaleźć potężnego sojusznika w postaci zrekonstruowanego przez media systemu wartości: tradycja, religia, wspólnota, rodzina, wolny rynek, itd. Szanse braci Kaczyńskich na kolejne wyborcze sukcesy z pewnością rosłyby wraz z utrwalaniem się tego porządku rzeczy w świadomości Polaków. I nawet po przegranych wyborach – co wbrew pozorom kiedyś nastąpi – bracia nie staliby na spalonej ziemi. Nadzieje, że taka argumentacja może trafić do premiera, są jednak płonne. Mówił dziad do obrazu, aż obraz nie wytrzymał i krzyknął: „Spieprzaj dziadu!”. Żeby formacja intelektualna stała się naprawdę kulturotwórcza, trzeba uszanować jej wolność i nie oczekiwać, że będzie złożona z salonowych piesków. Trzeba pogodzić się z tym, że sprzymierzeńcy w kwestiach aksjologicznych będą formułować niezależne sądy w sprawach doraźnej polityki i bez taryfy ulgowej potraktują każde nadużycie władzy. Należy też przyjąć do wiadomości, że w ukazywanym przez nich obrazie świata polityka będzie tylko ubogą krewną cywilizacji i kultury, a jeśli ta inwestycja przyniesie wymierne korzyści wyborcze, to dopiero po kilku lub kilkunastu latach Czy bracia Kaczyńscy są w stanie zgodzić się na takie warunki? Przypuszczam, że wątpię. Oni wierzą, że aby zostać mężem stanu, wystarczy mieć osobistą wizję i uprawiać realpolitik, a media są dobre tylko wtedy, kiedy służą tym nadrzędnym wartościom. W odróżnieniu od Michała Karnowskiego nie czyniłbym jednak z tego zarzutu, bo tak myślą wszyscy politycy. I lepiej, że rządzą nami antykomuniści niż sojusz postkomunistyczno-antylustracyjny, który specjalizuje się w praniu mózgów. Niewątpliwie akurat w tej sprawie coś w Polsce drgnęło i może nasze dzieci nie będą już się zastanawiać, czy Wojciech Jaruzelski był bohaterem czy zdrajcą. Pomysł odfałszowania polskiej historii przez rozliczenie z komunizmem jest przez braci Kaczyńskich realizowany, bo zawsze był obecny w ich wizji. „Wolność mediów” czy inne „przywrócenie polskiej kulturze właściwych hierarchii” to już postulaty mniej poważne, bo wizja nigdy ich nie zakładała. Trudno doszukiwać się tu złej woli naszych wodzów; to raczej skutek ich ograniczonych zainteresowań. Gdyby Lech był dziennikarzem, a Jarosław polonistą, ich wizja z pewnością byłaby bogatsza niż dziś. Osobiście nie dziwię się prawnikom, że nie mają pojęcia o kulturze. Niech dalej robią swoje, odcinając peerelowską pępowinę, ścigając bandytów i nie dając sobie w kaszę dmuchać Rosjanom czy Niemcom. Przecież nie muszą od razu pretendować do literackiej Nagrody Nobla, jak kiedyś – z powodzeniem zresztą – czynił to Winston Churchill. Michał Karnowski jest trochę młodszy ode mnie i może dlatego do wczoraj konfrontował politykę z ideałami. Mnie od czasów legendarnego AWS już nic nie zdziwi. Podejrzewam, że gdyby jutro bracia Kaczyńscy poparli np. paradę równości, wzruszyłbym ramionami. Dlatego – w odróżnieniu od moich kolegów po klawiaturze – nie cieszyłem się z wyboru Bronisława Wildsteina na prezesa TVP. Powiem więcej: pomyślałem sobie, że to koniec Bronka jako publicysty. Na szczęście nasz wielki kolega wyszedł z opresji obronną ręką, bo udawał pierwszą naiwną i w porę został zwolniony. Oby ta krótka historia romansu człowieka kultury z polityką była przestrogą dla innych. Dopóki o obsadzie stanowisk w TVP decydują przedstawiciele partii, nie wchodźmy w ten interes. Zostańmy w niezależnych mediach, którymi rządzi głównie logika rynku. Zresztą popatrzmy na Bronka. Tak się odgrażał, że zreformuje telewizję, a wrócił z tego Woronicza bez sukcesu i kompletnie wycieńczony. To już lepiej prowadzić redakcyjnego bloga. Stres niewielki, niezależność gwarantowana, a i wierszówka wpadnie. dodano: - 11:20 Czytano: [1188] Mówił dziad do obrazu (Artur Sołonka)Poemat tylko dla dorosłych... Pod tytułem „Mówił dziad do obrazu”. A mury jak rosły, tak rosną!!! W PRLu, Aby wydać jedną książkę W „pierwszym obiegu”, „Twórca” musiał wydać Przynajmniej dwóch kolegów. Aby zaistnieć w Radiu Niby to polskim Panienki traciły cnotę, Na co zawsze miał ochotę Włodzimierz Sokorski Lepiej znanym jako; „Kuba Rozpruwacz” - Który faktycznie był moralnym Dziadem związanym Z sowieckim wywiadem. A za każdy niepoprawny W TV przeciek Wyroki wydawał „Krwawy Maciek”. Bo wszystko kontrolowały I Żydzi i Chamy Osiadłe już w... GaWie ! A jest to gazeta taka Której naczelny mówi dosłownie: „Odpierdolcie się od Kiszczaka” (!) To o nich powstało jedno z przysłów; Że w Polsce nosi się na rękach... Tylko Żydów! Do dzisiaj, AD dwa zero jeden siedemnaście, Nic się nie zmieniło W tej czerwonej kaście, Prasę i TV Potomstwo czerwonych objęło Bo rządy różowych premierów Wyprzedały to wszystko Za Odrę – niemieckich śmieci - Wysypisko! I dalej to samo – jak Żydzi i Chamy Dla zmyłki w tęczowe pludry Ubrani, brylują stadami; Owsiaki, Wojewódzkie, I Lisy i Środy, Michały Figurskie, Gesslery, Ikonowicze, Granaty, Karole Jakubowicze, Michały Komary i Kraśki I Kryże, Których uwierają polskie krzyże. I jest tam przecież też Jasio Lityński Który w czasie czerwonej klęski Jako pachole ubrane w spodenki Z szeleczkami, Między innymi jak on janczarami Dla Bieruta, Kwiatki biało-czerwone W łapce trzymał. A potem jako „komandos marcowy” Na Gomułkę się ogromnie zżymał... I są jeszcze przecież, Kofmany i Knothy, Hollandy, Halbersztadty I Rossy i Grossy Geberty, Dorny i Wujce... Co wyją na Polskę Jak rudawe wyjce, A najgłośniej wśród nich śpiewa" Habilitowany „humanista” Paweł Śpiewak. No a ten Borowski... Partyjniak, kumpel Kwaśniewskiego Co się dochrapał Tytułu marszałkowskiego - Sejmu niby to polskiego. I jakoś nikomu to nie przeszkadza Że jest on potomkiem Arona Bermana... Są nawet Hartmany, o czym każdy wie, Że dla nich kazirodztwo jest Ok! I są reklamy, Od czerwonych ludzików Których majątki powstały Nie wiadomo skąd I dotąd, nie spytał ich o to, Żaden sąd...! I co z tego co piszę wynika? I jaki morał mnie przenika? Że my wciąż w hipnozie trwamy I zamiast wielką pieśń „Solidarności” - Polaka - Jerzego Narbutta, To „Mury” Kaczmarskiego śpiewamy... Którego dziadek poglądy kształtował - Prominent w PRL- Rzecz oczywista, Przedwojenny komunista! Ale i prawda mnie zmusza, Żeby napisać, Że ta KORowska dusza, Która tak długo Leżała odłogiem... Przed śmiercią pojednała się z Bogiem, AD 2004 – 10 - wczesną wiosną, A mury jak rosły, tak rosną!!! J niech ta puenta Będzie przestrogą Dla tych spraw zamknięta Ciężkim wiekiem, Że zawsze należy pamiętać: Ten kto pięknie mówi, pisze i śpiewa Nie zawsze jest równie pięknym człowiekiem!!! Artur SołonkaWersja do druku Wszystkich komentarzy: (4) Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. 31 Lipca 1919 rokuSejm Rzeczpospolitej ratyfikował Traktat Wersalski. 31 Lipca 1944 rokuDowódca AK Tadeusz Bór-Komorowski wydał rozkaz rozpoczęcia 1 sierpnia 1944 Powstania Warszawskiego Zobacz więcej

mówił dziad do obrazu